Wpadłam w pułapkę. Pułapkę myśli, pułapkę uczuć. Szukam wyjścia, ale nie
mogę go znaleźć. A może nie chcę i podświadomie omijam ścieżkę
prowadzącą do drzwi? Usilnie trzymam się skrawków nadziei, która chce,
bym czekała. Czekam. Czekam. Czekam. Nic się nie zmienia. Dlaczego? W
głowie piętrzą się sterty zakurzonych pytań. Pytań, które miały być
zadane już dawno. Czemu więc nie zostały? Strach schował je na dno
szuflady. O ile łatwiej jest żyć dopisując piękne zakończenia do
pierwszych słów Twoich zdań, niż usłyszeć te prawdziwe. Czymże to
wszystko jest? Grą? Jeśli tak, to chyba właśnie przegrałam. Gdzieś po
drodze tutaj zgubiłam zdrowy rozsądek. A może nigdy go nie miałam? Nie
chciałam go. Teraz jednak tego właśnie potrzebuję. Kilku racjonalnych
myśli. One gdzieś tam są. Wiem o tym. Uderzają czasami w ściany.
Przypominają jednak ten przysłowiowy groch. Chcę się na nie otworzyć,
ale nie potrafię. Staram się je złapać, ale zamiast tego, wymachuję
tylko rękoma, odganiając powietrze, utrzymujące mnie przy życiu. Zrób
coś. Wypuść mnie. Nie mogę tak dłużej. Stoję na kruchym lodzie. Słyszę
jak się łamie. Pytanie tylko, jak długo pozwolisz mi stać. Masz mnie.
Widzisz jak biegam we mgle, po omacku Cię szukam. Podoba Ci się to. Wiem
o tym. Lubisz mieć kontrolę. Jestem marionetką w Twoich rękach. Zdajesz
sobie z tego sprawę. Znów mnie odpychasz, pozbawiasz na chwilę złudzeń.
Nie potrzebujesz mnie. Nie chcesz mnie. Nie pasuję do schematu,
żadnego. Czy to już koniec? Upadam. Jak niewidomy, błądzę dłońmi po
ścianach. Jestem w pułapce. Pułapce, którą wybudowałam sama, a potem
nadałam jej Twoje imię. Pułapce, którą pokochałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz